Fryderyk Chopin na gitarę
Recenzja: "Szanowny Panie Mirosławie! Jestem pod wrażeniem Pana zbiorów z muzyką Chopina, gratuluję tego dzieła. Bardzo podoba mi się pomysł, by część utworów przeznaczona była na gitarę solo, a część na dwie gitary. To daje możliwość wyboru i zwiększa zasięg publikacji. Również ze względów artystycznych oraz czysto technicznych taki układ jest bardzo praktyczny. Wybór utworów jest ciekawy, zróżnicowany i pozwala zaprezentować wszechstronne możliwości gitary w pięknej muzyce Chopina. Opracowanie i układ na gitarę stawiają przed wykonawcą wysokie wymagania, bardzo pomaga umieszczona przy nutach szczegółowa aplikatura. Pana opracowanie jest istotnym przyczynkiem do prowadzonej od czasów współczesnych Chopinowi akcji umożliwienia i ułatwienia szerokiej rzeszy gitarzystów lepszego kontaktu z wyjątkową muzyką Chopina. Gratuluję serdecznie i dziękuję!” - Marcin Zalewski
Recenzja: „Jestem pod ogromnym wrażeniem opracowań muzyki Chopina autorstwa Pana Mirosława Drożdżowskiego. Uważam je za jedne z najbardziej udanych w historii gitarystyki. Wierzę, że zdobędą ogromną popularność. Sam pracuję obecnie nad kilkoma z nich, co sprawia mi ogromną radość! Wreszcie powstała aranżacja, która oddaje ducha muzyki Fryderyka Chopina i jest dowodem na to, iż muzyka Wielkiego Polaka może zabrzmieć pięknie nie tylko na fortepianie.” - Łukasz Kuropaczewski
Recenzja: "Mirosław Drożdżowski – utalentowany kompozytor młodego pokolenia wielokrotnie udowodnił swoje umiejętności kompozytorskie w literaturze gitarowej o zróżnicowanym stopniu trudności. Transkrypcje dzieł Fryderyka Chopina stanowią wspaniałe uzupełnienie obchodów dwusetnej rocznicy urodzin tak wielkiego kompozytora. Próbę tą podejmowało już wielu znanych wirtuozów gitary klasycznej i choć często słyszy się opinię o wielkości kompozycji F. Chopina i niemożności oddania tajemniczości w tak doskonałych dziełach to wierzę, iż dzięki transkrypcjom Mirosława Drożdżowskiego ogromna ilość zainteresowanych gitarą klasyczną może poznawać i zgłębiać tajemnice ukryte w muzycznym świecie Fryderyka Chopina oraz zachować o nim pamięć dla następnych pokoleń." - Dariusz Michałowski
Recenzja: "Opracowywanie dzieł Fryderyka Chopina na gitarę, to ciągle niewdzięczne zadanie. Idiom brzmienia i techniki tej muzyki jest nierozerwalnie związany z fortepianem i sprawia, że wykonania na innych instrumentach (nie tylko na gitarze), są przeważnie krytykowane przez melomanów. Z drugiej jednak strony, piękno muzyki naszego najwybitniejszego kompozytora przyciąga ciągle rzesze chętnych, którzy pragną usłyszeć tę muzykę na swoich umiłowanych instrumentach. Pierwsze transkrypcje Chopina na gitarę pojawiły się już w czasach mu współczesnych, by wspomnieć opracowania Jana Nepomucena Bobrowicza. Później wiele utworów pojawiło się w opracowaniach dziewiętnastowiecznych gitarzystów, m.in. dokonanych przez Francisco Tarregę. Wielki Andres Segovia był jednym z pierwszych, który muzykę Fryderyka zarejestrował na płytach. Było to miniaturowe Preludium op. 28 nr 7 w A-Dur. W dzisiejszej dobie mamy wiele zapisów muzyki Chopina na gitarze i to często na płytach monograficznych. O graniu tej muzyki na gitarze marzył zawsze nieodżałowany Janusz Popławski, który nie mógł wtedy namówić na wydanie transkrypcji gitarowych żadnego z krajowych gitarzystów i w końcu znalazł węgierskiego wirtuoza, pod którego redakcja ukazały się cztery albumiki Chopina na gitarę. Ten fakt zmobilizował jednak później rodzimych gitarzystów i w ostatnich latach pojawiło się wiele albumów opracowanych między innymi przez Franciszka Wieczorka, Janusza Sochackiego, Jana Oberbeka i ostatnio Mirosława Drożdżowskiego. Omawiany album zawiera ponad 20 utworów. Mamy w nim 9 mazurków, 3 walce, 2 preludia i inne formy, reprezentowane pojedynczo. Można więc pokusić się o porównania. Weźmy przykładowo to małe Preludium nagrane przez Segovię. W porównaniu do wersji S. Ranieri’ego i Tarregi jest łatwiejsze, co w tym przypadku uważam za zaletę. Wszakże największą wadą w tych opracowaniach, jest zbyt duża skala trudności, często granicząca z niemożnością poprawnego wykonania. U Tarregi mamy zbyt wiele glissandowych przednutek, a u Ranieri’ego za dużą gęstość dźwięków w akordach. Najczęściej opracowywana formą są mazurki i tu najłatwiej o porównania. Warto przypomnieć fakt wydania przez amerykańskie wydawnictwo MELBAY albumu z kompletem mazurków, opracowanych na gitarę przez Stephena Arona i co ważniejsze z nagraniami tychże. W Mazurku op. 7 nr 1 ( oryginał w B-Dur), Drożdżowski pozostał w tonacji A-Dur, zaproponowanej wcześniej przez Bobrowicza. Niemniej w tym przypadku jego wersja jest trudniejsza. Pojawia się więcej nut basowych i gęstsza faktura akordowa. Oczywiście takie traktowanie materiału jest bliższe oryginałowi, ale z kolei komplikuje lekkość interpretacji na gitarze. I właśnie z takimi dylematami musi się zmierzyć autor opracowań. Trudno tez spodziewać się jednoznacznej oceny, która wersja będzie lepsza, bo zawsze pozostanie pytanie…z którego punktu widzenia? Sprawą wielce dyskusyjną jest też poprawność od strony artykulacji ozdobników. Przednutki krótkie, które na fortepianie z akcentem na nucie głównej, na gitarze, z użyciem techniki legatowej dają efekt odwrotnej akcentacji, gdyż nuta główna zagrana po przednutce krótkiej, zabrzmi o wiele słabiej. I tu, porównanie z wersją Arona, wypada na korzyść Droździewicza. Z aplikatury zastosowanej przez pana Mirosława w omawianym mazurku, wynika iż w takcie piątym rezygnuje z legatowego skoku z pustej struny e-1, na dźwięk „a” na piątym progu, na rzecz skoku międzystrunowego w II pozycji. Z kolei w Mazurku op.68 nr 2, Drożdżowski zrezygnował z przednutki w takcie pierwszym. Tę przednutkę zawarł jednak przykładowo Jan Oberbek w swym opracowaniu i chyba nie bez powodu, zważywszy, że jej wykonanie nie przysparza dodatkowych trudności. Jest to interwał oktawy, łatwy do wyegzekwowania. Stąd też mam wątpliwości co do usunięcia akurat tego ozdobnika. Generalnie, trzeba zgodzić się z tezą odchudzania zawartości dźwiękowej oryginałów Chopina, ale kwestią dyskusyjną pozostaje problem, które nuty mają wypaść z toku akcji. W „ Grand Valse Brillante” op.34 nr 2, występują różnice między wersjami Oberbeka ( wg Tarregi) i Drożdżowskiego na tle rytmicznym i harmonicznym. W takcie dwudziestym piątym wersji Oberbeka mamy septymolę w melodii bez nut basowych na dwa i trzy. W wersji omawianej mamy cztery ósemki i triolę z osobnymi nutami na dwa i trzy w basie. Wszystkie te przykłady sprawiają, że potencjalny wykonawca, który z czystym sumieniem zechce wykonać któryś z utworów i tak nie uniknie konfrontacji z oryginalną wersją fortepianową. W każdym razie należy docenić duży wysiłek Mirosława Drożdżowskiego w przygotowaniu tego atrakcyjnego zbiorku. Album jest wydany starannie od strony edytorskiej. Poza gustowną okładka z popiersiem Chopina w tle, mamy podobizny naszego mistrza i zdjęcie jego pomnika. Nie ma zauważalnych błędów, czy to w literówce czy w tekście nutowym. Utwory poprzedza wstęp poety Witolda Stawskiego zakończony pięknymi poetyckimi strofami. Zawarte utwory są nie tylko urzekające w swym pięknie, ale co należy podkreślić ; możliwe do wykonania na gitarze! Trzeba tylko dodać, iż na pewno nie są przeznaczone dla początkujących. Niemniej ich piękno zachęci wielu gitarzystów do pomuzykowania, choćby dla własnej przyjemności." - Zbigniew Duniella
Ze wstępu: "Mirosław Drożdżowski to człowiek niezwykle wrażliwy na muzykę. Przecież nie on jeden, ale wrażliwość u każdego człowieka przyjmuje różne formy. Drożdżowskiego muzyka wypełnia i pochłania zarazem. Jest kompozytorem (albo jak sam skromnie mówi autorem) kilkuset utworów! Wielu artystów, raz wchodząc na ścieżkę własnej twórczości, kroczy nią dumnie, szukając kolejnych niebanalnych rozwiązań. Twórczość innych, bywa dla nich obciążeniem, wynikającym z obawy przed mimowolnym zapożyczeniem, które może zakończyć się nieświadomym plagiatem. Inaczej ma się rzecz z Drożdżowskim. Dla niego obcowanie z różnymi stylami i gatunkami muzycznymi jest czymś naturalnym. Niemal codziennie przemieszcza się od klasyki do rocka, przez jazz i rytmy latynoamerykańskie. Transkrypcje utworów Niemena, czy niedawno wydany zbiór opracowań piosenek i pieśni amerykańskich wywołały bardzo pozytywne reakcje zarówno u krytyków, jak i u wykonawców tych koncertujących i tych co wspinają się mozolnie na scenę. Pytanie: dlaczego Drożdżowski przekłada Chopina z klawiatury na gitarowe progi? - jest pytaniem nie na miejscu. Można snuć w tym miejscu różne teorie i każda z nich byłaby dobra, ale po co? W muzyce Chopina jest coś niezwykłego, co trafia do wnętrza przeciętnego człowieka, nawet wtedy gdy się tego nie spodziewa. A jak trafia ona do nieprzeciętnego? Otóż mamy możliwość przekonać się w przedstawionym zbiorze, który zawiera 22 utwory na gitarę. Wiem, jak powstawały te aranżacje. Praca nad nimi pochłonęła autora bez reszty. W dzień zajęty działalnością dydaktyczną, poświęcał kolejne noce na zagłębianie się w gęstwinę nut, z których trzeba było niejednokrotnie wybrać te najistotniejsze, rezygnując z innych, przecież też ważnych. Choć Chopinowi przypisuje się powiedzenie: „nie ma nic piękniejszego niż gitara - chyba, że dwie gitary...” to jednak swoje dzieła skomponował na fortepian i każda próba przeniesienia tej niepowtarzalnej muzyki na inny instrument jest ogromnym wyzwaniem. Chopin wystąpił na scenie razem z hiszpańskim gitarzystą Fernando Sorem, co świadczyłoby o jego rzeczywistym zainteresowaniu tym instrumentem. Jeszcze za jego życia powstawały transkrypcje gitarowe niektórych utworów, oceniane jednak dość surowo. Miała też jego muzyka niemały wpływ na twórczość Francisco Tarregi (Mazurki) czy Aleksandra Tansmana. Zresztą w utworach współczesnych polskich i zagranicznych kompozytorów piszących na gitarę, słychać często „chopinowskie dźwięki” (także u prezentowanego tutaj autora zbioru). Drożdżowski odważnie położył gitarę obok fortepianowej partytury. Czy jego transkrypcje zdobędą zaufanie u wirtuozów gitary, słuchaczy, krytyków? Twierdzę, że tak, bo to co robi w swoich muzycznych poczynaniach jest przede wszystkim szczere i płynące z miejsca, gdzie człowiek przechowuje najlepsze wartości. A przecież to w każdej twórczości jest najważniejsze, a w muzyce dodatkowo wyczuwalne jakby poza naszą świadomością. A Chopin? No, cóż może napisałby na serwetce słowną impresję? Och gdybym mógł oprzeć palce na gitary progach wyiskrzyłbym mazurki zgasił flażoletem walca w poloneza wplótł arpeggio Z miękkich strun uplótłbym o świcie pajęczynę z kropelkami rosy albo siatkę pełną nut-motyli zmierzchem szarym otuliłbym dźwięki by zostały drżące w swej delikatności do jutra, do pojutrza, na zawsze…" - Witold Stawski